Klaus Schwab to postać tak słabo u nas znana, że nawet nie ma własnego hasła po polsku w popularnej Wikipedii. Tymczasem w środowiskach globalistycznych, radykalnie wrogich narodom i państwom narodowym, jest postacią centralną, ustawicznie przywoływaną w licznych publikacjach. To także założyciel i przewodniczący Światowego Forum Ekonomicznego w Davos (World Economic Forum), wieloletni aktywista skupiającej wpływowych plutokratów Grupy Bilderberg.

Z pochodzenia Niemiec, od lat mieszka w Szwajcarii. Od lat też publikuje wyłącznie w języku angielskim, a w przypisach do swoich prac podaje wyłącznie książki i artykuły anglojęzyczne. Słowem, Schwab to liberalny kosmopolita w wersji modelowej, a przy tym człowiek niezwykle wpływowy, również w Polsce. Mało kto wie, że od prezydenta Bronisława Komorowskiego otrzymał Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (2012). Za jakie zasługi? Nie mam pojęcia. Na organizowane przezeń zjazdy globalistów w Davos uroczyste życzenia przysyła sam papież Franciszek2, choć nie wiadomo mi zgoła, żeby się tam pochylano nad sytuacją Kościoła i wiernych. O Klausie Szwabie zrobiło się głośno, gdy wydał pracę Wielki Reset (2020), wpisującą się w nastrój paniki związany z epidemią Covid-193. W rzeczywistości jednak jego najważniejszą, programową pracą jest nieco wcześniejsza książka Czwarta rewolucja przemysłowa (2016, wyd. pol. 2018).

Czwarta rewolucja przemysłowa

Przyznam na samym początku zupełnie szczerze, że książka Czwarta rewolucja przemysłowa jest nieprawdopodobnie nudna, niczym System przyrody Holbacha czy Mit XX wieku Rosenberga. Napisał ją wizjoner, którego głosem przemawiają nader wpływowe dziś ośrodki ekonomiczno-polityczne, tak że nazwać by go należało raczej prorokiem niedalekiej przyszłości. Niestety, abstrakcyjna ogólność książki jest niebotyczna. Pełno w niej pięknych słów, ogólników i haseł. Dla czytelników lepiej obeznanych z niemczyzną nie będzie to nic nowego, gdyż niemiecka literatura filozoficzna i polityczna taka właśnie jest, i to przynajmniej od kilku stuleci. Przede wszystkim polskiego czytelnika, który chciałby się dowiedzieć czegoś konkretnego o przyszłości, musi drażnić wielki i wszechobecny patos autora. Konkrety oczywiście znajdziemy, ale trzeba je dosłownie wychwytywać w wolno płynącej rzece pięknych słów, co nic nie znaczą, a dopiero po odcedzeniu otrzymujemy wyraźną treść. Schwab pisze tak rozmyślnie, zastrzegając, żeby nie uważano go za proroka ani futurologa, lecz jedynie za wizjonera, który dostrzega nieostre kontury przyszłości, a nie wyraźnie zarysowane kształty. Nie należy się jednak zniechęcać formą, gdyż kryje się za nią przesłanie nie jakiegoś kiepskiego propagandzisty, lecz jednego z najważniejszych światowych lobbystów za globalizacją i zniesieniem tradycyjnego porządku politycznego (państw narodowych), opartego na klasie średniej. Przetłumaczmy tedy zajmujący autorowi 200 stron tekstu niemiecki patos na kilka stron konkretów przedstawionych w tradycyjnym języku polskim, w słowach mających określony sens i pełnych treści.

Zacznijmy od pytania o genezę tytułowej czwartej rewolucji przemysłowej.

Klaus Schwab naucza, że dzieje ludzkości obejmują kilka rewolucji i mniejszych przewrotów („podrewolucji”), które wypunktujemy:

1/ Rewolucja agrarna. To przejście od pierwotnego zbieractwa i koczowniczego trybu życia do rolnictwa i życia osiadłego.

2/ Rewolucja przemysłowa. To przejście od spożytkowywania siły mięśni ludzkich i zwierzęcych do wykorzystywania siły mechanicznej. Rewolucję tę, rozpoczętą w XVIII wieku wraz z nastaniem kapitalizmu, możemy podzielić na kilka etapów:

A/ Pierwsza rewolucja przemysłowa (1760-1840), oparta na sile pochodzącej od pary i wytwarzanej przez silnik parowy.

B/ Druga rewolucja przemysłowa (1840-1960), oparta na produkcji masowej zawisłej od elektryczności.

C/ Trzecia rewolucja przemysłowa (1960-2020), oparta na komputerach, a następnie na Internecie.

D/ Czwarta rewolucja przemysłowa (ok. 2020-?), oparta na wszechobecnym Internecie i na sztucznej inteligencji, tutaj produkcja materiałowa przestaje być elementem istotnym. W jej trakcie dojdzie do połączenia w jedno świata fizycznego, cyfrowego i biologicznego, w rezultacie powstanie społeczeństwo globalne, zaludniane przez nowych ludzi.

Klaus Schwab przedstawia zbliżającą się przyszłość jako świat całkowicie zdominowany przez komputery, Internet, sztuczną inteligencję, gdzie zamiast iść do lekarza, zostaniemy na odległość przebadani przez sztuczną inteligencję za pośrednictwem czipa w głowie mierzącego nam cukier, krew, fale mózgowe, sposób odżywania się, liczącego nam kroki etc. Zamiast iść do adwokata, wpiszemy do komputera naszą wersję sprawy, załączymy zeskanowane dokumenty, a sztuczna inteligencja wyda w sądzie wyrok – porównawszy wersje wszystkich stron i świadków – na podstawie odpowiednich algorytmów, tj. kodeksów prawnych i psychologicznych charakterystyk ludzkich zachowań. Jeżeli się w domu złamie nam krzesło, zamówimy je na odległość – zamiast jechać do sklepu meblowego – i po chwili dostaniemy odpowiedni kod przez Internet, by na domowej drukarce 3D wydrukować sobie krzesło takie, jak widzimy w sklepie meblowym online. Celem podjęcia pracy w Nowym Jorku, Paryżu czy Szanghaju wcale nie będziemy musieli się przeprowadzać, gdyż wszelką działalność intelektualną na odległość umożliwi Internet. Aby włączyć telewizor, światło czy zasłonić firanki, nie będziemy musieli wstawać, gdyż dzięki wszechobecnemu Internetowi 5G wszystkie te czynności wykonamy dzięki pilotowi leżącemu przy naszym fotelu, a może i wydając komendy werbalnie, które zinterpretuje inteligentny komputer. Rozmowa z nim uczyni zbędną klawiaturę. Komputer – już nie maszyna, lecz sztuczna inteligencja – wykaże się nie tylko zdolnością myślenia, lecz także empatii. Na godzinę czy dwie przed możliwym zawałem czip kontrolujący nam serce ostrzeże nas i sam zawiadomi pogotowie, dzięki czemu dostaniemy leki przedzawałowe, nie pozawałowe.

Podobnych przykładów futurystycznej przyszłości książka Schwaba jest dosłownie pełna. Jedne mogą się nam bardzo podobać, np. czip przedzawałowy czy praca w Szanghaju bez wychodzenia z domu, inne nie, gdyż prowadzą do drastycznego ograniczenia prywatności. Nawet autor Czwartej rewolucji przemysłowej dostrzega problem zagrożenia wszechobecną kontrolą naszego życia – wszechstronnie oczipowanego, rejestrowanego i badanego.

Zmiany społeczne

Już na początku Czwartej rewolucji przemysłowej czytamy, że za sprawą tytułowego zjawiska świat społeczny, jaki dobrze znamy, odejdzie do przeszłości, gdyż pogłębi się rozwarstwienie społeczne: „W rezultacie z czwartej rewolucji przemysłowej najwięcej korzyści czerpią dostawcy kapitału intelektualnego lub rzeczowego – innowatorzy, inwestorzy oraz udziałowcy. Wyjaśnia to pogłębiającą się przepaść majątkową pomiędzy tymi, którzy zależni są od swojej pracy, a tymi, którzy posiadają kapitał”.

Dlaczego tak się stanie? Klaus Schwab tłumaczy, że tradycyjne problemy produkcyjne przechodzą do historii. Nie jest już problemem wyprodukować nieskończoną ilość dóbr, których starczy dla wszystkich. Technika i maszyny zwielokrotniły nasze możliwości i możemy już dziś z łatwością wyprodukować znacznie więcej rzeczy, niż potrzebuje cała ludzkość. Dzięki wcześniejszym rewolucjom przemysłowym wytwarzanie nie jest już problemem. Czwarta jeszcze zmultiplikuje wcześniejsze możliwości. Automaty zastąpią robotników i zrewolucjonizują usługi, także wypierając ludzi. Dlatego robotnicy, restauratorzy, rzemieślnicy, ekspedientki w sklepach – wszyscy oni skazani są na zagładę. Ale nie tylko oni. Automaty wyposażone w sztuczną inteligencję, jak wynika z listy zawodów skazanych na wymarcie, wyprą także telemarketerów, doradców podatkowych, rzeczoznawców, sędziów sportowych, prawników, hostessy, maklerów, pracowników rolnych, sekretarki, asystentów, kurierów – ich także zastąpią automaty wyposażone w sztuczną inteligencję. Prawnicy, uważający się dziś za elitę społeczeństwa biznesowego, zostaną zastąpieni przez sądy online. Kto przetrwa tę rzeź miejsc pracy? Psychiatrzy, psychologowie i pracownicy społeczni, chirurdzy, menedżerowie, analitycy komputerowi, programiści, inżynierowie, dyrektorzy6. No i „inwestorzy” oraz „udziałowcy”.

Słowem, zniknąć ma prawie cała dotychczasowa klasa średnia – mówiąc po leninowsku, ma „zniknąć jako klasa”. Jest skazana na radykalną pauperyzację, ponieważ automaty wyposażone w sztuczną inteligencję prawie w całości ją wyrugują, od kelnerów po prawników. Nie będzie nawet dziennikarzy ani pisarzy, gdyż zastąpią ich zaprogramowane roboty ze sztuczną inteligencją. Wiadomości w gazetach internetowych obędą się bez ludzi, gdyż utworzą je algorytmy na podstawie spływających Internetem informacji z agencji prasowych. Nie jest przypadkiem, że pracę zachować mają psychiatrzy i psychologowie. Oni przetrwają, będą bowiem zajmować się frustracjami wywołanymi pauperyzacją klasy średniej. Pozbawieni pracy adwokat i urzędnik, wyparci przez e-sądy i e-urzędy, popadną w depresje i nerwice. Specjaliści odpowiednimi medykamentami spróbują ich uszczęśliwić. O tym jednak – co charakterystyczne – Schwab nie pisze i musimy się domyślać, skąd ta nadzieja przetrwania specjalistów od ludzkiej psyche. Dramat bezrobocia i bezużyteczności dosięgnie szczególnie kobiet – o czym się już pisze wprost – ponieważ to one w większości pracują w urzędach i w usługach, tymczasem mężczyźni dominują w informatyce, inżynierii i matematyce, czyli w sferach przyszłościowych. Klasa średnia zostanie spauperyzowana i lwią jej część czeka chroniczne bezrobocie. Spotka się tutaj z robotnikami, czyli osobami pracującymi manualnie. Większość z nich także straci pracę, gdyż nawet koparki obsłuży sztuczna inteligencja. Słowem, większość przedstawicieli klasy średniej i robotniczej nabędzie statusu społecznych pariasów wegetujących na zasiłkach i cierpiących na depresje.

Schwab pisze: „Rynek pracy albo coraz silniej będzie dzielił się na segmenty: niskie umiejętności/niska płaca (chodzi o umiejętności, jakimi nie dysponują roboty wyposażone w sztuczną inteligencję – A.W.), wysokie umiejętności/wysoka płaca, albo też (…) dojdzie do zaniku całej podstawy w piramidzie umiejętności zawodowych, co z kolei doprowadzi do pogłębiających się nierówności i w związku z tym do coraz silniejszych napięć społecznych (…).

Wyciągamy stąd wniosek, że w krajach objętych czwartą rewolucją przemysłową nastąpi radykalna akumulacja kapitału w rękach nielicznej grupy właścicieli i udziałowców, z dobrze płatnymi menedżerami, inżynierami i informatykami. Jednakże ci dobrze płatni specjaliści także dużo stracą: świat, gdzie usługi online można dostać nie tylko u siebie, ale i w odległych krajach, a pracodawca nawet nie pozna osobiście pracobiorcy, wymusi nowy typ umów: tradycyjne etaty zastąpią umowy zlecenia podpisywane ad hoc. Specjalistom nikt nie zapewni psychicznego komfortu stałości zatrudnienia. Będą żyli od zlecenia do zlecenia jako dobrze płatny prekariat8. Znalezienie się w prekariacie walczącym o przeżycie to i tak duże szczęście. Dla reszty nie ma żadnej przyszłości, bo jaką przyszłością jest wegetacja? Cały świat społeczny, jaki znamy – miejsce pochodzenia zdecydowanej większości Czytelników niniejszego tekstu – globaliści skazali na anihilację.

Akumulacja kapitału przez garstkę finansistów i udziałowców wielkich korporacji dotknie nie tylko społeczeństwa Zachodu. To samo czeka Trzeci Świat i gospodarki mniej rozwinięte (zapewne także Polskę). Gdy inteligentne maszyny wyprą klasę średnią i robotników, kapitał zacznie uciekać z tych państw, które dotychczas tworzyły ogół podwykonawców do centrów gospodarczych, ponieważ przesłanką inwestycji przestanie być dostępność taniej siły roboczej: inteligentny automat kosztuje tyle samo w Bangladeszu, ile w Stanach Zjednoczonych, tyle samo w Niemczech, ile w Polsce. Inteligentne maszyny wyprodukują wszystko na miejscu. Nastąpi totalna dezindustrializacja państw nie należących do centrum świata. Już dziś (dane z 2015 roku) 1% najbogatszych ludzi na świecie posiada 50% światowego majątku, a 50% najbiedniejszych 1% własności9. Dysproporcje te ulegną radykalizacji. Schwab przyznaje, że „czwarta rewolucja przemysłowa może doprowadzić do triumfu zasady zwycięzca bierze wszystko”10. Widmo nędzy na prawie całej ziemi i dotykającej prawie całą ludzkość nie niepokoi go. Martwią go jedynie wynikłe z pauperyzacji „niepokoje społeczne, masowa migracja oraz brutalny ekstremizm”11. Zjawiska takie muszą się nasilać, a to przeszkadza procesom beztroskiej akumulacji kapitału przez garstkę inwestorów rządzących globalnym światem przyszłości. Już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku Schwab prorokował, że bogactwo i technologie skupią się w trzech ośrodkach: w Stanach Zjednoczonych, w Europie Zachodniej i w Chinach.

Zmiany kulturowe

O wartościach, cnotach i ideach świata przyszłości Klaus Schwab nie pisze praktycznie nic. Dowiadujemy się tylko, że będzie to „świat w którym liczy się teraz”13. Innymi słowy, będzie to świat pozbawiony historii, tradycji, obyczaju, religii. O Bogu Schwab nie pisze ani słowa, ale stwierdza dobitnie, że żyjemy w „Antropocenie, czyli Epoce Człowieka”14. Wiarę w Boże Objawienie, w teofanię, zastąpi więc wiara w objawienie się człowieka samemu sobie. Dlatego na użytek niniejszego tekstu ochrzciliśmy tego nowego człowieka mianem „homo schwabus”. W owym samoobjawianiu się człowieka konserwatywni krytycy pośpiesznej modernizacji – broniący porządku tradycyjnego – już od XIX wieku z przerażeniem dostrzegali dominującą tendencję przyszłości.

Przyszły świat to nie tylko świat bezbożny, lecz także na wskroś kosmopolityczny i genderystyczny, z jednostkami całkowicie wykorzenionymi, pozbawionymi wszelkiej narodowości i tradycji. Ideolog kosmopolitycznego neoliberalizmu pisze:

Kiedyś jednostki identyfikowały swoje życie przede wszystkim z miejscem, grupą etniczną, konkretną kulturą czy nawet językiem. Nadejście zaangażowania ‘online’ i szerszy kontakt z ideami innych kultur oznaczają, że tożsamość jest w tej chwili bardziej płynna niż kiedyś. Ludzie coraz lepiej sobie radzą z posiadaniem i utrzymywaniem wielu tożsamości.

Płynna tożsamość to ulubione pojęcie kosmopolitów i postmodernistów. Dowodzą oni, że człowiek żyje tam, gdzie mu dobrze (ubi bene, ibi patria), i jest tym, kim tylko chce, ponieważ odarty jest z Boga, religii, ojczyzny, nawet z ludzkiej natury (transpłciowość). Nic dziwnego, że w świecie przyszłej płynnej tożsamości głęboki kryzys – pisze Schwab – przeżyje instytucja rodziny, kontakty wzajemne bliskich i krewniaków – fizycznie rozsianych po całym świecie – oprą się zasadniczo na narzędziach internetowych. W końcu ludzkość jest tylko „pulą zasobów ludzkich”16 dla biznesu.

Zmiany polityczne

Klaus Schwab nie ukrywa, że czwarta rewolucja przemysłowa musi doprowadzić do zaniku państw narodowych, i to nie tylko dlatego, że są one tradycyjnie oparte na klasie średniej i tak potępianej przezeń stałej tożsamości, która winna ulec anihilacji. Jeszcze w 2008 roku pisał: „Współczesne zaangażowanie korporacji w sprawy społeczne to rezultat wielu zbieżnych tendencji. Po pierwsze, rola państwa narodowego uległa ograniczeniu (the role of the nation-state has diminished). W Europie wczesnej nowożytności władzę Kościoła nad ludźmi podkopało powstanie państw suwerennych. W świecie dzisiejszym rząd sam nie jest zdolny do wszystkiego. Nawet siła militarna większości państw w znacznej mierze zależy od wsparcia prywatnych firm”.

Globalista uważa, że państwa narodowe musi zastąpić pewnego rodzaju imperium światowe. Dlaczego? Schwab odpowiada: „(…) na świecie brakuje spójnej, pozytywnej i wspólnej narracji, która wskazywałaby możliwości i wyzwania wiążące się z czwartą rewolucją przemysłową. Taka narracja jest niezbędna, jeśli mamy upodmiotowić różnorodny zestaw jednostek i społeczności, unikając przy tym powszechnego sprzeciwu wobec rozpoczynających się fundamentalnych zmian”.

Jeśli przełożymy to stwierdzenie na tradycyjny język polski, to zrozumiemy, że imperium światowe jest konieczne do stworzenia wszechogarniającej i globalnej mono-ideologii służącej za narzędzie zatykania ust tym, którym czwarta rewolucja przemysłowa się nie spodoba. Zachowane tradycyjne państwa narodowe mogłyby – to tu, to tam – raz po raz próbować wyrwać się z pułapki globalizmu, odwołując się do tradycyjnych koncepcji porządku, broniąc istnienia klasy średniej, co zagrażałoby zyskom międzynarodowej finansjery i ponadnarodowych korporacji. Dlatego konkurencyjne idee należy zdusić, gdyż świat przyszłości uzna tylko jedną słuszną ideologię: kosmopolityczny neoliberalizm. Oczywiście hegemonię tej ideologii można sobie wyobrazić także przy założeniu istnienia wielu państw, ale pod warunkiem ich ideologicznej nierozróżnialności. Schwab tej sprawy nie rozstrzyga. Są u niego wypowiedzi świadczące o tym, że powstanie jedno państwo19, ale w Czwartej rewolucji przemysłowejdominuje przekonanie, że może ich istnieć więcej, o ile wszystkie podda się ideologii kosmopolitycznego neoliberalizmu. Problemem byłyby państwa broniące tradycji, klasy średniej, prowadzące antyglobalistyczną politykę protekcjonistyczną.

Schwab na państwa narodowe patrzy z pogardą: „(…) państwa promujące własne normy i zasady korzystne dla krajowych producentów, przy jednoczesnym blokowaniu zagranicznej konkurencji i ograniczaniu opłat, jakie ponoszą miejscowe firmy za zagraniczne technologie, ryzykują izolację od norm globalnych, wobec czego ich obywatelom grozi pozostanie na szarym końcu nowej gospodarki cyfrowej”.

Suwerenne i chroniące interesy swoich obywateli państwo narodowe musi zniknąć, gdyż cały świat musi się poddać standaryzacji, jakiej wymaga czwarta rewolucja przemysłowa21. Bezdyskusyjnie narzuci ona całemu globowi te same uregulowania prawne – grzmiał w 1998 roku w Davos Klaus Schwab wraz ze swoim kompanem Georgem Sorosem. Bez względu na to, czy przyszłość zrodzi jedno państwo globalne czy większą liczbę organizmów państwowych, odejdzie w przeszłość państwo (państwa) w sensie nowożytnym. Przez państwo nowożytne rozumiemy terytorium o wyraźnie delimitowanych granicach, gdzie żyją ludzie poddani władzy suwerennej, czyli takiej, która nie podlega ani nikomu z zewnątrz, ani żadnej silne znajdującej się na jego terytorium. Władza taka oparta jest na prawie publicznym, cechuje ją pełna moc ustawodawcza, rozciągnięta na wszystkich mieszkańców kraju. Najwyższym produktem nowożytnej państwowości wydaje się państwo narodowe, z ludnością o tym samym języku, tych samych dziejach i tej samej kulturze, czującą duchową jedność. Państwo jest wtedy nie tylko reprezentantem poddanego mu społeczeństwa, lecz także wyrazem jego kolektywnej woli. Państwo narodowe powstało jeszcze przed rewolucją francuską, jako monarchia narodowa, w której król wyraża suwerenność. Po 1789 roku nastąpiły procesy demokratyzacji, w ich wyniku suwerenność przeszła w ręce narodu. I dla tak pojętego państwa Klaus Schwab nie dostrzega miejsca w obliczu czwartej rewolucji przemysłowej.

Ideolog kosmopolitycznego neoliberalizmu nic nie pisze o sposobach wyłaniania rządzących w państwie przyszłości. Zdaje się to mieć dlań znaczenie zupełnie drugorzędne, skoro siły państwa przyszłości zostaną radykalnie uszczuplone. Zajmujący miejsce rządu minimalny „e-rząd” będzie się musiał „przystosować do tego, że władza przenosi się z graczy państwowych na niepaństwowych, z zasiedziałych instytucji – na luźne sieci”. Państwo nowożytne w istocie zastąpi e-państwo, całkowicie pozbawione funkcji suwerennych. Zwolennicy Szwaba snują nawet marzenia, że polityków zastąpi sztuczna inteligencja w e-państwie i w e-świecie.

Klaus Schwab pisze, że w niedalekiej przyszłości najważniejsi okażą się wspomniani wyżej gracze niepaństwowizorganizowani w luźne sieci. Obok słabych e-państw powstaną „struktury równoległe”, które będą „głosić ideologie, gromadzić zwolenników i koordynować działania przeciw oficjalnym systemom rządowym”, co doprowadzi do „redystrybucji i decentralizacji władzy”25. Jeśli słabe państwa przyszłości zaakceptują tę dwuwładzę, to przetrwają, a jeśli nie zaakceptują? Schwab pisze, że „o trwałości rządów zadecyduje ich zdolność do adaptacji. Jeśli pogodzą się ze światem zmian (…) przetrwają”.

Wynika z tego, że jeśli władze spróbują bronić swoich suwerennych państw, to zostaną obalone. Przez kogo? Klaus Schwab pisze, że przez obywateli. Ale trzeba być bardzo naiwnym, aby w to uwierzyć. Nawet autor tego stwierdzenia nie wierzy we własne słowa, gdyż później sam przyznaje, że obywatele mają formalnie coraz więcej i więcej praw, przy jednoczesnym faktycznym wzroście zakresu ich wyłączenia z kluczowych procesów decyzyjnych. Państwa przekształcą się w zależne od wielkiego kapitału e-państwa albo obalą je same ponadnarodowe korporacje za pośrednictwem międzynarodowego kapitału i bankierów. Charakterystyczne, że ideolog kosmopolitycznego neoliberalizmu używa pojęcia „rządy i agencje regulacyjne”. To dlań synonimy. Funkcje e-państwa i e-rządów zostaną ograniczone do prawnego regulowania stosunków między korporacjami i bankami, aby nie doszło do zupełnej dezintegracji państwa i zastąpienia go hobbesowskim stanem „wojny wszystkich ze wszystkimi”, czyli tutaj wojny domowej wielkich korporacji prywatnych. A korporacje pójdą nawet na konflikty zbrojne, gdyż Schwab pisze, że w przyszłości zobaczymy „rosnącą liczbę uzbrojonych struktur pozapaństwowych”. Na ich oręż złożą się nie tylko ludzie, lecz także roboty wojskowe albo maszyny myślące zdolne samodzielnie wykonywać zadania bojowe, bez ingerencji ludzkiej. Wchodzą tu w grę drony i satelity. Z kolei żołnierzy – już to rządowych, już to korporacyjnych –łatwo wyposażyć w odpowiednie czipy. Z człowieka nie zostanie nic poza ciałem, mięśniami, gdyż sztuczna inteligencja z centralnego komputera wspomoże takie cyborgi bądź wprost nimi pokieruje30.

Innymi słowy: miejsce tradycyjnych, suwerennych zewnętrznie i wewnętrznie państw zajmą słabe e-państwa, jako agencje regulacyjne – tj. ciała administracyjne stanowiące za sprawą wielkokapitałowych lobbystów prawo pisane – niezdolne do sprawowania władzy suwerennej. W obrębie państw i na zewnątrz nich potężne banki i korporacje kształtujące prawo stosownie do własnych potrzeb spożytkują resztki autorytetu i siłę fizyczną państwa (nic nie czytamy o jej redukcji), aby utrzymywać w posłuchu miliardy pariasów z krajów zdezindustrializowanych i setki milionów nowych pariasów, czyli bezrobotnych robotników i przedstawicieli klasy średniej z krajów uprzemysłowionych. Kontrola nad Internetem zabije wolność słowa, przestaną się rozprzestrzeniać idee opozycyjne względem panującego systemu. A totalna inwigilacja wywoła kurczenie się społeczeństwa obywatelskiego. Dodatkowo genetyka wsparta nowymi technikami obliczeniowymi da pole do modyfikowania ludzkiego genotypu. Najpierw rodzicom pozwoli się doskonalić geny swoich dzieci jeszcze przed ich poczęciem, ale niebawem nauka stworzy takie możliwości modyfikacji, że skłonimy się „do kwestionowania samej natury ludzkiego istnienia”. Aż prosi się o pytanie: co będzie, gdy za poprawianie naszego genotypu zabiorą się nie rodzice, którzy przecież własnemu potomstwu życzą jak najlepiej, lecz rządy, korporacje, elity rządzące światem przyszłości? Schwab nie wyklucza, że pod wpływem owych „dobroczyńców” „ludzie sami zaczną zachowywać się jak roboty”33.

Sednem relacji politycznych w przyszłości będą stosunki między transnarodowymi korporacjami a światem banków. Umowy z dziedziny prawa prywatnego zdominują nową rzeczywistość, gdyż to wedle prawa prywatnego funkcjonują korporacje. Prawo publiczne międzypaństwowe zostanie zredukowane do minimum, a wewnętrzne posłuży jedynie za instrument utrzymywania w posłuchu pariasów, gdy zawiodą modyfikacje genetyczne i środki pijarowskie. Zapewne rzuci się im – niczym psu kość – jakieś zasiłki, prawdopodobnie pieniądze gwarantujące przeżycie otrzyma co miesiąc każdy, co zapobiegnie niepokojom społecznym i buntom, zagrażającym władzy wielkich banków i korporacji. W Czwartej rewolucji przemysłowej nic na ten temat nie czytamy, ale element ów dodają w swoich publikacjach zwolennicy przyszłości opisanej w książce34. W jednym z tekstów Schwab zresztą nie wyklucza, że nawet działalność charytatywną przejmą na siebie korporacje, aby zadbać o dobre imię, a raczej zacieśnić kontrolę nad potencjalnie niezadowolonymi.

Nowy feudalizm?

Przewaga wewnętrznych i zewnętrznych elementów pozapaństwowych nad słabym e-państwem; oparcie stosunków na prawie prywatnym zamiast publicznego; rozwarstwienie społeczne: garstka posiadaczy i wielkie masy biedoty. Znamy ten świat. Zna go każdy, kto miał semestr historii w szkole. Ten system nazywa się feudalizmem. Klaus Schwab opisuje czekający nas w niedalekiej przyszłości neo-feudalizm z prezesami banków i korporacji jako nowymi książętami i ze spauperyzowanymi masami ludzkimi jako nowymi chłopami pańszczyźnianymi. I to dosłownie. Bezrobotni w Niemczech otrzymujący zasiłki mają ograniczoną swobodę poruszania się, ponieważ wyjechać z rodzinnej miejscowości mogą tylko za zgodą urzędu pracy (np. w celu jej poszukiwania), bądź też na przysługujący im coroczny urlop. Teraz kontrola nad nimi wzrośnie, gdy się im wszczepi czipy z GPS-em. Czym się to odróżni od niewoli feudalnego chłopa, poza idącą w miliardy – z powodu zaniku klasy średniej i robotniczej – liczbą bezrobotnych?

Wiemy dziś dobrze, że napędzający czwartą rewolucję przemysłową Internet nie jest wolny ani raczej nie będzie. Media społecznościowe – wszystkie te facebooki i tweetery – wprowadziły radykalną cenzurę ideologiczną i polityczną. To samo dzieje się na YouTubie, a rządy chcą ów system usankcjonować penalizując tzw. mowę nienawiści i rozpowszechnianie fake-newsów, czyli informacji czasami rzeczywiście fałszywych, a czasami po prostu niewygodnych dla rządzącej oligarchii. Schwab bez ogródek to przyznaje pisząc, że „jednostka z dostępem na prawach administratora jest niemal wszechmocna” i że wzrosną „nierówności między osobami znającymi się na technologii, które są w stanie w pełni ją rozumieć i kontrolować, a osobami pozostającymi z braku wiedzy jednie pasywnymi użytkownikami technologii”36. Bardziej jednak niż o wiedzę chodzi o dostęp do narzędzi administracyjnych w Internecie, gdzie władzę absolutną zdobędą administratorzy i cenzorzy, twórcy algorytmów etc.

W wizji Schwaba demokracja i liberalizm, także i same państwa, staną się fasadą zmieszaną z rzeczywistym światem pariasów sterowanym przez równie rzeczywiste korporacje i plutokrację. Słabym punktem jego wizji jest brak odpowiedzi na pytanie następujące: jeżeli ludzkość obejmie stanowiącą ułamek procenta elitę plutokratyczną, kilkuprocentową zbiorowość menedżerów i informatyków oraz resztę na chronicznym i dziedzicznym bezrobociu, to kto i za co kupi towary wyprodukowane przez korporacje? Zanik klasy średniej to nie tylko przerażająca wizja pauperyzacji nas wszystkich – również Czytelników tego tekstu – lecz także perspektywa nowej wersji totalitaryzmu: sprywatyzowanego totalitaryzmu korporacji rządzących nami za jakąś fasadą liberalno-demokratyczną. Książka Schwaba znakomicie pokazuje współistnienie – i wzajemną konieczność warunkującą to istnienie – dwóch fundamentalnych zjawisk polityczno-społecznych: państwa narodowego i klasy średniej. Nie ma państwa narodowego bez klasy średniej ani nie ma klasy średniej w zglobalizowanym świecie bez silnych państw narodowych. I jeśli ktoś nie chce zostać „homo schwabus”, to – nolens volens – musi bronić tej instytucji przed kosmopolitycznym neoliberalizm.

Prof. Adam Wielomski

www.konserwatyzm.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here