Rusofobia, czyli nienawiść do Rosji jest oficjalną, polityczną doktryną w Warszawie, czymś w rodzaju państwowej religii. Przekształcenie wasalnej wobec Moskwy PRL na też wasalną tyle że wobec Zachodu Ill RP polegało na reorientacji,„odwróceniu” postkomunistycznej agentury, zarządzającej Nadwiślańskim Krajem. Rolę sowieckiej ambasady w wydawaniu dyrektyw warszawskim politykom przejęły inne ambasady.

Zjawisko to w Polsce wygląda szczególnie drastycznie ze względu na niewolniczą mentalność ludzi zarządzających naszym Krajem.  Jest to mentalność padalczej służalczości, pozbawiona wszelkich cech samodzielnego myślenia i jakiejkolwiek godności – to słynne „robienie łaski”.

Niewolnik i zarządzający niewolnikami nie znają innej postawy niż całkowite, gorliwe, wiernopoddańcze posłuszeństwo lub dziki, irracjonalny bunt. Inaczej nie da się wytłumaczyć skrajnie padalczej służalczości Warszawy wobec Waszyngtonu, Berlina i Telawiwu przy jednoczesnej hucpiarskiej, pozbawionej wszelkiej logiki nienawiści wobec Moskwy. Mentalności służalczej naszych administratorów wobec nowych Panów i buntowniczej wobec dawnych towarzyszy zwykła polityczna głupota, której miernikiem w Polsce jest kult Piłsudskiego.

W Warszawie rządzi Nikodem Dyzma ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Przykładem tej  patologii Warszawy są kwestie energii, gazu i węgla. Najlepszym tego przykładem jest historia elektrowni Ostrołęka. Popatrzmy jednak na temat gazu za portalem money.pl Polska zdecydowała się uwolnić od rosyjskiego gazu, bo był tani. Gazociąg Baltic Pipe miał nas uniezależnić od gazu z Rosji.  Jego pełna pojemność to 10 miliardów metrów sześciennych.  Budowa gazociągu w styczniu 2023 r. powinna być ostatecznie zakończona.  Mimo oficjalnych zapewnień o podpisywanych kontraktach nadal nie wiadomo, skąd będzie pochodził gaz.  Odpowiedzi na pytanie, ile gazu już zakontraktowano i czy przepustowość dla tej inwestycji jest zabezpieczona, brakuje.

Baltic Pipe miał po raz pierwszy w historii umożliwić transport gazu bezpośrednio ze złóż w Norwegii na rynki Polski a także do odbiorców w krajach sąsiadujących z Polską.

Nie jestem ekspertem od spraw gazu. Wiem jednak dobrze, że Europie od dawna panuje gazowa susza. Według norweskiego Ministerstwa Ropy i Energii Norwegia nie ma gazu do zaoferowania.  Norweska minister ropy i energii Marta Mjøs Persen powiedziała to już zeszłej zimy, gdy ceny energii elektrycznej i gazu były już wtedy niebotycznie wysokie w Europie. Po wybuchu Wojny na Ukrainie sytuacja zrobiła się ekstremalnie dramatyczna.

Problem polega na tym, że gazociąg Baltic Pipe nie prowadzi bezpośrednio do złóż norweskich, ale jest podłączony do istniejącego gazociągu Europipe 2, czyli gazociągu z Norwegii bezpośrednio do Niemiec.  Również wybudowanie i oddanie do eksploatacji gazociągu to nie wszystko, trzeba go jeszcze zatankować, a to może być już problemem.

Przypomniał to niedawno Marek Kossowski, były prezes PGNiG.  „Gaz wydobywany na Morzu Północnym od dawna jest pompowany na rynek europejski gazociągiem Europipe 2.  Sama budowa Baltic Pipe nie zwiększy objętości gazu pompowanego przez Europipe 2 o jeden metr sześcienny”.  – napisał w mediach społecznościowych.

Zdaniem Kossowskiego nadal nie wiadomo, czy jeden z dotychczasowych odbiorców gazu zostanie „wypchnięty” z gazociągu Europipe 2 i czy możliwy będzie wzrost wydobycia przez istniejące platformy na Morzu Północnym.

Europipe 2 dostarcza gaz z szelfu północnego.  Już na początku budowy Baltic Pipe były wątpliwości, czy po podłączeniu do tego gazociągu będą zdolności przesyłowe, czy będzie co przesyłać. Czy gazu wystarczy na Baltic Pipe?  Czy to w ogóle możliwe, aby jakiś gaz się znalazł?

Platformy produkujące gaz na Morzu Północnym mają bardzo ograniczone moce produkcyjne.  Nie wiadomo, czy będą w stanie zwiększyć przepustowość, aby zaspokoić potrzeby związane z eksploatacją Baltic Pipe. Jakub Wiech, redaktor portalu Energetyka24.pl, przyznaje też, że PGNiG nie podaje informacji o kontraktach gazowych dla Baltic Pipe.  Jednak jego zdaniem milczenie to można wytłumaczyć ochroną tajemnic handlowych i napiętą sytuacją na rynku gazu, a także ewentualnymi renegocjacjami już podpisanych kontraktów.

Gdy Grzegorz Woźniak był prezesem PGNiG wielokrotnie informował, że PGNiG również w swoich komunikatach giełdowych pokazywało, że spółka otrzyma 8,1 mld zł gazu z gazociągu Baltic Pipe budowanego przez Gaz System.  Jest to ważne, ponieważ ilość ta jest następnie przeliczana na metry sześcienne.  Wielokrotnie próbowano to potwierdzić, ale bez powodzenia.  Ani analitycy, ani sama spółka nie byli w stanie odpowiedzieć, wykorzystując tajemnice handlowe.  PGNiG gwarantowało takie kwoty, choć ta informacja nie została opublikowana w raportach giełdowych – mówi Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.

Teoretycznie PGNiG może dokupić brakujące ilości gazu na rynku spot po bardzo wysokich cenach.

– Najgorsze jest to, że obecnie w całej Europie brakuje gazu i musimy stać w kolejce.  Problem w tym, że zajmujemy w nim dopiero czwarte lub piąte miejsce.  Przed nami są kraje znacznie większe i bogatsze – komentuje Andrzej Sikora.

W tym kontekście ekspert przywołuje słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która poprosiła o wspólny zakup gazu dla Europy.  – Marcowy szczyt europejski dał zielone światło dla takich działań.  Byłoby to również dla nas korzystne, ponieważ mielibyśmy część gazu, który Europa kupiłaby od Norwegii – dodaje.

Czy PGNiG ma już podpisane umowy na dostawy gazu do Baltic Pipe i czy podpisaliśmy już umowy na dostawy gazu ze złóż norweskich, w tym złóż należących do polskich firm na norweskim szelfie kontynentalnym?

Nagła niespodziewana dymisja ministra Naimskiego może tłumaczyć wiele. Ewakuował się w czas. Ciekawe kogo w jego miejsce zrobią kozłem ofiarnym?

Do stołu negocjacyjnego z norweskim koncernem energetycznym Equinor (dawny Statoil, kontrolowany przez norweski rząd) usiadła nowa ekipa negocjatorów PGNiG, którego przejęcie finiszuje Orlen.  Cen prawdopodobnie nie obniży, ale jej zadaniem jest teraz wyprzedzenie konkurentów z innych krajów, które chciałyby skorzystać z nowego gazociągu.

Puls Buznesu donosi, że polscy negocjatorzy proponują Equinorowi możliwość uczestniczenia w inwestycjach wiatrowych na polskiej części Bałtyku. To perspektywiczny sektor, w którym norweski koncern już działa, wspólnie z Polenergią Dominiki Kulczyk.

Czy Baltic Pipe będzie kompromitacją?  Kontrakty gazowe nie są dopięte. Rząd wciąż czeka na cud?

Uroczyste otwarcie Baltic Pipe miało nastąpić we wrześniu. Czy nastąpi w styczniu?

Gazociąg jest teoretycznie gotowy, ale wciąż nie wiadomo, ile gazu – i kiedy nią popłynie.

Z powodu niedopiętych kontraktów w rządzie narasta irytacja. Liczenie na pojawienie się umów na norweski gaz w obecnej sytuacji to czekanie na cud – mówi wprost Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG. Inni eksperci dodają, że budową Baltic Pipe powinna zająć się specjalna komisja. – Otwarcie gazociągu zaplanowaliśmy na jesień tego roku i wtedy ten gazociąg otworzymy zgodnie z planem, zgodnie z budżetem. Jeszcze w tym roku popłynie do Polski norweski gaz – powiedział niedawno premier Mateusz Morawiecki. Jak premier mówi to mówi.

Z kolei Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, który sprawuje nadzór nad PGNiG, w czerwcu zapowiedział, że Baltic Pipe będzie zapełniony m.in. gazem kupowanym na giełdach europejskich. Tymczasem oficjalne zakończenie prac ma nastąpić 29 września, tyle że wciąż nie wiadomo, ile gazu popłynie do Polski tym gazociągiem, ani kiedy to się stanie.

Z gazem jak z węglem? Nadchodzi chwila prawdy Eksperci uważają, że sytuacja na rynku gazu przypomina problemy z węglem.

Słyszymy, że płyną do nas statki z węglem i w związku z tym rząd nas zapewnia, że węgla nie zabraknie. W przypadku dostaw gazu jest podobnie. To także tylko zapewnienia – mówią.

Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, nadchodzi czas, aby powiedzieć wreszcie prawdę. – Jeśli kontrakty na dostawy gazu rzeczywiście są podpisane, to warto byłoby wreszcie je pokazać. Zapewnienia, że w tej kwestii jesteśmy bezpieczni, już nie wystarczą – uważa. Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG ocenia to dosadniej.

Z powodu ograniczenia dostaw gazu przez Nord Stream 1, nagłe liczenie na pojawienie się wolnych umów na norweski gaz to czekanie na cud – mówi.

“Rosjanie mają powody do fety”

Marek Kossowski, były prezes PGNiG w latach 2003-2005 uważa z kolei, że temat związany z Baltic Pipe jest zbyt poważny, aby przejść nad tym do porządku dziennego. Powód? Chodzi nie tylko o nasze bezpieczeństwo energetyczne, ale także o olbrzymie koszty budowy Baltic Pipe, które wynoszą już blisko 2,2 mld euro.

Nie zaczyna się wielomiliardowej inwestycji bez zabezpieczenia kontraktów!

Nie buduje się przecież autostrady, jeśli nie będą po niej jeździły samochody. Dlatego w przypadku Baltic Pipe powinno być odwrotnie, najpierw zabezpieczamy kontrakty, a w następnej kolejności bierzemy się za budowę. Zagadkowe jest więc, dlaczego ta inwestycja została w ten sposób przygotowana. Sytuacja jest na tyle poważna, że powinna to zbadać specjalna komisja – twierdzi Kossowski.

Kossowski dodaje, że gdybyśmy mieli podpisane kontrakty z Norwegami, to w obecnej sytuacji rząd mógłby “zadąć w fanfary”. Jednak – w jego ocenie – żadnych fanfar nie będzie. – Niestety, nie wierzę w przypadki. Nietrudno się domyślić, kto się z tego ucieszy. Obecnie powody do fety mają na pewno Rosjanie – twierdzi.

Zdaniem Marka Kossowskiego rząd w tej sytuacji będzie próbował znaleźć winnych. – Nie trzeba ich jednak specjalnie szukać. Moim zdaniem winę ponoszą ci, którzy rozpoczęli realizację Baltic Pipe bez zapewnienia kontraktów gazowych. Rząd nie może tłumaczyć się teraz faktem, że “nie wiedzieliśmy, że będzie wojna w Ukrainie”, bo błąd popełniono już na samym starcie projektu. Dlatego powinna się tym tematem zająć specjalna komisja, w której powinna uczestniczyć opozycja — dodaje.

Baltic Pipe to wierzchołek góry lodowej?

Sytuacja związana z Baltic Pipe to tylko wierzchołek góry lodowej listy zaniechań w energetyce obecnej ekipy. – W ciągu ostatnich lat nie inwestowano w budowę i modernizację sieci energetycznych oraz interkonektorów (umożliwiają przepływ energii między różnymi sieciami – przyp. red.). Tymczasem stan polskich sieci energetycznych jest dramatyczny i jest główną barierą dla rozwoju odnawialnych źródeł energii – twierdzi Marek Kossowski.

Norwegia nie ma więcej gazu! Zasoby gazu w Norwegii kończą się w 2035 roku

Sytuację Baltic Pipe komplikuje dodatkowo fakt, że norweski rząd w najbliższych latach planuje ograniczenie a może i zakończenie wydobycia węglowodorów.

W maju, gdy Komisja Europejska poprosiła Norwegię o zwiększenie wydobycia, wówczas norweski Dyrektoriat ds. Ropy i Gazu (NPD) odpowiedział, że kraj jest w stanie zapewnić dodatkowo 2 mld metrów sześciennych gazu. Norwegowie tłumaczyli to tym, że i tak obecnie wydobywają blisko 20 proc. błękitnego paliwa więcej niż wcześniej – komentuje Andrzej Sikora.

Dodaje, że z dokumentów NPD wynika, że jeżeli nie pojawią się nowe odkrywki złóż, to zasoby gazu w Norwegii skończą się już w 2035 roku. – Oczywiście jest prawdopodobieństwo, że Norwedzy odkryją kolejne złoża, ale dziś jest to trudno przewidzieć – mówi Sikora.

Prezes ISE zwraca jednocześnie uwagę, że Duńczycy zdecydowali się w ostatnim czasie na odbudowanie złoża Tyra, które znajduje się w tym samym miejscu, w którym gazociąg Baltic Pipe wpina się w system gazociągów norweskich prowadzących do Europy Zachodniej. Niedawno operator Tyry – francuski Total – ogłosił, że wznowienie wydobycia gazu z tego złoża zostanie przesunięte z lipca 2022 roku na czerwiec 2023 roku.

– Wówczas z niego mają rozpocząć się dostawy gazu dla PGNiG przez Baltic Pipe. To dodatkowe ok. 2 mld m sześciennych. Plusem jest także fakt, że złoże ma być eksploatowane do 2038 roku – mówi Sikora. Putin gra ostro, co wszystko komplikuje Andrzej Sikora uważa, że nasza sytuacja wygląda w tej chwili trochę tak, jakbyśmy stali na brzegu ogromnego leja, który może nas wciągnąć. – Jest szansa, że nie wpadniemy do niego, ale trzeba się mocno napracować – mówi.

Tymczasem naszą sytuację komplikuje fakt, że Putin na rynku gazu “gra” w tej chwili naprawdę ostro. Usiłuje też wbić klin w europejską jedność.

My musimy w tym znaleźć swoje miejsce. Jednak w rynku gazowym Europy jesteśmy na ósmej lub dziesiątej pozycji. Dlatego tak ważna jest współpraca Polski z innymi operatorami. Niestety, na razie tego nie widzę. Niedawno popieraliśmy wejście Ukrainy do Międzynarodowej Agencji Energetyki, a jednocześnie Niemcom pokazujemy gest Kozakiewicza – na zasadzie radźcie sobie sami – mówi nasz rozmówca. PGNiG wciąż zasłania się tajemnicą handlową

Przygotowując ten artykuł, wysłaliśmy pytania do PGNiG. W odpowiedzi biuro prasowe spółki odpisało nam, że: “spółki z GK PGNiG są aktywnymi uczestnikami rynku norweskiego i posiadają status shippera w systemie norweskim. Aktywnie uczestniczą również w organizowanych w procedurach rezerwacji i relokacji mocy przesyłowych pomiędzy poszczególnymi punktami wyjścia”.

Dodatkowo PGNiG informuje o regulacjach panujących w systemie Gassled. To właściciel infrastruktury gazowej na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Jego rurociągi są obsługiwane przez duńską firmę Gassco, która zarządza norweską infrastrukturą gazową. Jak twierdzi PGNiG, “informacja o konkretnych przepustowościach jest dostępna tylko i wyłącznie dla użytkowników systemu i stanowi tajemnicę handlową. Podobnie jak w przypadku innych rezerwacji mocy np. w systemie polskim, PGNiG nie informuje o zajętych pozycjach handlowych”.

Koncern wyjaśnia też, że “gazociągi, podobnie jak inne instalacje do transportu płynów, (czyli gazów lub cieczy), podlegają prawom mechaniki płynów. Oznacza to, że ich przepustowości są determinowane przez możliwości techniczne punktów wyjściowych z systemu, a nie stricte pojemności poszczególnych rurociągów”.

Aktualnie punkty odbioru gazu z systemu Gassled, z którego korzystają producenci gazu ziemnego na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, pracują ze swoimi maksymalnymi możliwościami. “To oznacza, że przesył gazu ze złóż norweskich, a szerzej – z rejonu Morza Północnego, do Polski z wykorzystaniem aktualnie istniejącej infrastruktury, jest mocno ograniczony” – informuje spółka.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

Kontrakty dla Baltic Pipe. PGNiG uspokaja: “Negocjacje są w newralgicznym momencie”

Gazociąg Baltic Pipe ma być oddany do użytku pod koniec września tego roku. Zbudowanie oddanie go do użytku to jednak nie wszystko. Trzeba go jeszcze wypełnić gazem, a z tym mamy problem, bo kontrakty pod dostawy surowca wciąż nie są dopięte. Na razie PGNiG ma zapewnione wydobycie gazu w ramach koncesji, które spółka posiada w norweskich złożach. Do tego dochodzą zasoby z Lotosu i duńskiego Orsted, co daje łącznie około 4,5 mld metrów sześciennych gazu. Ale to mniej niż połowa potrzeb.

Wypełnienie Baltic Pipe to priorytet dla PGNiG

PGNiG oficjalnie informuje, że od 2017 r. firma ma zakontraktowaną większość z planowanej przepustowości 10 mld metrów sześciennych na okres od 1 października 2022 r. do 30 września 2037 r. Ponadto prezes Iwona Waksmundzka-Olejniczak, z chwilą objęcia stanowiska w PGNiG, “zdecydowała o intensyfikacji prac nakierowanych na optymalne wypełnienie zarezerwowanych przez PGNiG przepustowości Baltic Pipe, nadając tym działaniom bezwzględny priorytet”. Jednak te tłumaczenia nie przekonują ekspertów. Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, nadchodzi czas, aby postawić sprawę jasno. – Jeśli kontrakty na dostawy gazu rzeczywiście są podpisane, to warto byłoby wreszcie je pokazać. Zapewnienia, że w tej kwestii jesteśmy bezpieczni, już nie wystarczą – twierdzi ekspert.

Z kolei Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG uważa, że z powodu ograniczenia dostaw gazu przez Nord Stream 1 nadzieja na wolne umowy na norweski gaz to właściwie czekanie na cud.

Tylko czy limit cudów dla Polski się nie wyczerpał?

Bogdan Kulas

za

Agnieszka Zielińska, money.pl

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here